Raje podatkowe a moralność

Jeżeli chcecie wiedzieć, co napisałem mojemu przyjacielowi, który ze względów moralnych nie chce założyć spółki na Cyprze, zajrzyjcie tutaj:

http://www.podwojneopodatkowanie.pl/2010/01/22/raje-podatkowe-czy-to-moralne/

A wy co o tym myślicie?

{IMIE_W}, czy chcesz
wiedzieć, co myślę o
inwestycjach w rajach
podatkowych?

Dostałem maila od przyjaciela,
którym targają moralne
względy przed złożeniem
tam spółki…

Czy to w ogóle ma coś
wspólnego z moralnością?

Zobacz {IMIE_W}, co
mu napisałem i jaka jest
moja opinia w tym temacie!

{LINK_1}

Pozdrawiam,
Rafał Chmielewski
http://www.PodwojneOpodatkowanie.pl

Reklamy

Styczeń 22, 2010 at 12:07 am 2 Komentarze

Czy wiara kłóci się z dostatkiem

Tak korci mnie, aby pisać w tym blogu o różnych ważnych (z mojego punktu widzenia) rzeczach, że aż muszę się hamować. Pisać powinienem bowiem w moich innych blogach, dzięki którym mam za co jeść 🙂 a tutaj – raczej od święta!

Ok, ale zanim się położę spać jeszcze jedna myśl – pytanie: Czy wiara w Boga stoi w sprzeczności z pomnażaniem swojego majątku? Niektórzy powiedzą, że tak, inni – że nie, chociaż w głębi duszy (tj. w pokładach swojej podświadomości) uważają inaczej. Jak to więc z tym jest?

Kiedyś, mieszkając w internacie (chyba ze sto lat temu), „miałem” przesympatyczną Panią, która po prostu sprzątała mój pokój. Rozmawialiśmy przy okazji na różne tematy, tym bardziej, że mieliśmy ze sobą więcej wspólnego, niż to na pierwszy rzut oka było widać. Ona była bardzo uczciwą, rzetelną, odpowiedzialną i pracowitą kobietą. Była też bardzo religijna.

Pewnego dnia zwierzyła mi się ze swoich kłopotów finansowych. Ja jej poradziłem, aby poprosiła Boga o pieniądze. Wyjaśniłem jej, że Bóg chce tego, aby ona była szczęśliwa i nie zadręczała się brakiem pieniędzy, aby swoją postawą dawała przykład, że on – Bóg jest hojny dla swych dzieci.

Minęło kilka dni. Nagle usłyszałem pukanie do drzwi internatowego pokoju, a za nimi stała „moja” Pani z uśmiechniętą twarzą. Okazało się, że nagle niespodziewanie otrzymała nagrodę od swojego pracodawcy! Miło było ujrzeć ją szczęśliwą 🙂

Zaczęła mi następnie opowiadać, że po poprzedniej rozmowie ze mną, nie chciała prosić Boga o finansowe wsparcie, gdyż to wydawało się jej niezgodne z zasadami jej wiary (jak można bowiem prosić o pieniądze, skoro cały kościół mówi o wyższości ubóstwa nad dostatkiem). Jednak ona była przyparta do muru i musiała skądś tą pomoc otrzymać. W przypływie uczucia beznadziejnej sytuacji po krótkim czasie postanowiła wprost POPROSIĆ Boga o pieniądze…

I co? I otrzymała to, o co poprosiła! (znacie to „skądś”, prawda?)

Zobaczcie jednak, jak głęboko tkwi w nas przekonanie, że cnotą jest bieda a występkiem bogactwo. Jak bardzo mamy zaszczepione w świadomości dogmaty, że nie powinniśmy prosić o pieniądze. To jest w nas tak głęboko, że nawet większość osób – przekonanych o swoim prawie do posiadania majątku – jest sabotowana przez samych siebie, co skutkuje psychiczną blokadą i niemożliwością podjęcia działania zmierzającego do pomnożenia swojego kapitału.

Szukając odpowiedzi na swoje wątpliwości sięgnąłem do Pisma Świętego, a dokładnie do Starego Testamentu. I co tam odnalazłem? Ano to, że Bóg wielokrotnie wynagradzał swoje dzieci właśnie majątkiem! Przykład? Król David, jego następca Król Salomon, a wcześniej Józef obdarowywany hojnie w Egipcie. Każdy z nich miał majątek  przekraczający nasze XXI-no wieczne wyobrażenia! Dlaczego? Ponieważ wypełniali wolę Pana. Ale tą wolą nie było „żyj w biedzie”. Tą wolą było: „żyj zgodnie z moimi przykazaniami„.

Bóg chce, abym samym sobą dawał przykład, że jeżeli jestem Jemu wierny, to mam to, o co go poproszę (chyba, że nie jest to dla mojego dobra). Że mam wspaniałe rodzinne życie, ale również i okazały dom, szybki samochód, i spory zasób na koncie! Bóg zdaje sobie sprawę z tego, że na Tym świecie są to rzeczy ważne i potrzebne i nam je daje, jeżeli tylko go o to poprosimy!

Proście, a będzie Wam dane – mówił Jezus. On też o tym wiedział i mówił wprost…

Nie bój się! Bóg chce abyś go prosił, bo to jest również dla niego dowód nie tylko na to, że w niego wierzysz, ale też, że mu ufasz!!!

Żyjcie wiecznie!

Rafał

PS.: Ktoś może i tak czuć opór przed poproszeniem Boga o piękny samochód. Ale ja mam pytanie… Czy piękny samochód nie jest piękny po to, aby wychwalać imię Boga? Przecież w jego tworzeniu brało udział wiele utalentowanych osób, poczynając od projektantów, a skończywszy na lakiernikach. Osób, które swoje boskie talenty realizują właśnie w pasji tworzenia samochodów! Bóg byłby smutny widząc ich nie wypełniających swojej misji, którą on im nadał przed ich przyjściem na świat…

Styczeń 8, 2010 at 12:38 am Dodaj komentarz

What you give is what you get

Czy słyszeliście kiedyś o Teorii Giftingu? Strasznie ta nazwa jest brzydka i drastycznie spłyca to, co sobą przedstawia.

O co więc chodzi?

Gift z języka angielskiego to podarek, prezent, upominek. Mowa jest tu zatem o teorii dawania – albo lepiej: obdarowywania. Jej istotą jest filozofia, że jeżeli coś dajesz, to otrzymasz to samo w zamian (what you give is what you get). Wiele na ten temat powstało książek i wiele osób wspomina o obdarowywaniu drugiego człowieka. Źródła te są zgodne: jeżeli coś dasz, to otrzymasz to z powrotem, i do tego jeszcze pomnożone. Dotyczy to zarówno finansów, jak dóbr niematerialnych.

Wydaje się oczywiste, że jeżeli jesteś dobrym człowiekiem, to Dobro również będziesz otrzymywał w zamian. Jeżeli jesteś rabusiem, to się nie dziw, że kiedyś i ciebie okradną, albo zabiją (jeżeli można w tym stanie w ogóle odczuwać zdziwienie). Wszystko wraca jak bumerang – tylko że w zwiększonej skali. Jeżeli jest to Dobro, to w Twoim życiu powinno być więcej dobra; jeżeli zło – to więcej zła. Jeżeli oddajesz swoje pieniądze, to również powinieneś mieć ich więcej.

No właśnie… Dlaczego przyjmujemy, że skoro dajemy Dobro, to więcej go otrzymujemy z powrotem, a nie możemy jednak uznać faktu, że skoro dajemy więcej pieniędzy, to więcej ich w zamian otrzymujemy? Dlatego, że bardzo często rozdajemy pieniądze, ale wcale ich nam nie przybywa, i stąd nie możemy zaakceptować tego faktu (nie mamy takiej świadomości), że Teoria Giftingu działa również i tutaj.

Zanim wyjaśnię, dlaczego w większości przypadków ona nie działa, opowiem o moich trzech doświdaczeniach.

1. Znałem filozofię obdarowywania już znacznie wcześniej, zanim miał miejsce pierwszy przypadek. Podarowałem kobiecie na ulicy 50 zł. To było tuż przed Świętami Bożego Narodzenia. Stała ona przy warszawskim Dworcu Śródmieście niczym dziewczynka z zapałkami. Po prostu nie mogłem przejść obojętnie wiedząc, ile wynosi stan mojego konta. Skutek – pod choinką znalazłem kopertę, a w niej 200 zł.

Oczywiście to mógł być przypadek, ale ile razy daje się pieniądze pod choinkę? Czy ktoś z czytających ten artykuł otrzymał kiedyś na Gwiazdkę kopertę z pieniędzmi? Chyba w 99,99999% są to raczej prezenty, a nie pieniądze!

2. Druga sytuacja miała miejsce w tym samym „miejscu”, ale o innej porze roku i pewnie to była inna kobieta. Moje pobudki były takie same, ale kwota, którą podarowałem, była wyższa – 70 zł. Skutek – w krótki czasie (może w ciągu tygodnia) otrzymałem od mojego ówczesnego szefa nagrodę pieniężną w wysokości ponad 700 zł.

Oczywiście to mógł być również przypadek, ale mój szef nie był nigdy skory do przyznawania nagród, a już z pewnością nie mnie 🙂 ! Poza tym nagrodę otrzymałem tylko ja.

3. Trzecia sytuacja miała miejsce może dwa tygodnie temu (i to właśnie skłoniło mnie do napisania tego artykułu). Idąc do pracy zostałem zaczepiony przez mężczyznę, wyglądającego na kloszarda, albo alkoholika. Oczywiście poprosił o pieniądze na bułkę. Z reguły odmawiam, ale tym razem podarowałem temu człowiekowi 5 zł. Dla mnie to nic, a może on faktycznie nie miał co jeść? W każdym razie czułem dużą potrzebę pomocy – on mnie prosił o pieniądz na jedzenie. Skutek – jeszcze tego samego dnia otrzymałem niespodziewanie prowizję z działalności internetowej w wysokości ponad 36 zł. Niedużo, ale jednak nie dałem temu człowiekowi 50 zł, jak w pierwszym przypadku, ale tylko 5.

To również mógł być przypadek, ale jednak ja tak nie uważam, gdyż prowizja dotyczyła produktów (książek), których nigdy nie reklamowałem w żaden sposób. Taka sytuacja raczej się nie zdarza, aby nagle ze sprzedaży kilku różnych książek, których w życiu nie widziałem, otrzymać prowizję.

Te, opisane powyżej krótkie historie z mojego życia spowodowały, że inaczej zacząłem patrzeć na tą filozofię. Chociaż znałem ją już wcześniej, to w moim przypadku nie odnosiła ona wymiernych rezultatów – przynajmniej w sferze finansowej.

Zatem dlaczego często jest tak, że pomimo tego, iż dajemy komuś pieniądze, to ich nie otrzymujemy w zamian?

Według mnie odpowiedź jest prosta: ponieważ w istocie nie chcemy ich dać. Wewnątrz siebie wolelibyśmy zatrzymać je u siebie, zamiast je podarować. Boimy się ich utracić. Czujemy strach przed niedostatkiem i ubóstwem. Taki stan umysłu blokuje swobodny przepływ pieniędzy (albo innych rzeczy) i mówi wszechświatowi: nie chcę oddać swoich pieniędzy bo MAM ich MAŁO, a gdybym miał ich dużo, to bym się chętnie podzielił.

Ale odpowiedzmy sobie na pytanie: kiedy będę miał dużo pieniędzy? Odpowiedź – nigdy! Bez względu na to, ile będę zarabiał, to zawsze będzie mało, bo wraz ze wzrostem zamożności będę miał inne, kosztowniejsze potrzeby. Tymczasem nawet tysiąc złotych jest fortuną dla biednej afrykańskiej rodziny! Wszystko jest względne i zależy od punktu odniesienia.

Zmiany wymaga więc nasza mentalność i podejście do pieniędzy: z poczucia braku – w świadomość dostatku. Jeżeli z takim nastawieniem będziemy obdarowywali innych, to zawsze otrzymamy w zamian to samo, i do tego jeszcze pomnożone.

Taki też stan ducha był moim udziałem, kiedy obdarowywałem owe trzy osoby. To była ta różnica w odniesieniu do moich poprzednich gestów darowizny.

Dodam na koniec, że najwięksi bogacze również byli bardzo hojni i to nie dlatego, że byli bogaci, ale byli bogaci dlatego, że byli hojni. Rockefeller, na przykład, już jako 16-sto latek zobowiązał się, że część swojego skromnego wynagrodzenia (wynoszącego 50 centów dziennie) będzie przeznaczał na cele dobroczynne. Potem, jako właściciel wielkiej firmy naftowej, płacił swoim pracownikom więcej niż konkurencja oraz nagradzał pomysły ulepszające prowadzenie przedsiębiorstwa przez co firma nie doświadczała fali strajków, powszechnych w owym czasie i tym samym budowała swój, i jej właściciela, majątek.

Inny przypadek – nieco z naszego podwórka – Ferdynand Schichau, właściciel stoczni, fabryki lokomotyw i zakładu naprawy maszyn w Elblągu. Dzięki niemu do miasta napływał kapitał z całego świata (nawet z Chin i USA). Jednak Schichau był również mecenasem sztuki i kultury oraz zapewniał dobre warunki robotnikom, szczególnie pod względem opieki zdrowotnej (dokładał do zakładowej kasy chorych), rozwijał też szkolnictwo zawodowe. Prowadził działalność filantropijną – wniósł spory wkład finansowy w rozbudowę infrastruktury miejskiej Elbląga, szkół, sierocińców, założył też kasę ubogich. Dbałość o bliźniego pomogła mu w rzadko spotykanym rozkwicie jego biznesu (pamiętajmy, że wówczas nie było internetu i telefonii komórkowej – biznes rozkręcało się znacznie trudniej).

Na sam koniec należy dodać, że Teoria Giftingu ma sens, jeżeli faktycznie zależy nam na dobru drugiego człowieka. Bez tego podejścia nie będziemy w stanie ukształtować w sobie czystego poczucia dostatku (jakiejkolwiek sfery by on nie dotyczył).

Rafał

Grudzień 16, 2009 at 11:04 pm 12 Komentarzy

Ile osób dąży do swojego celu

Jako osoba uzyskująca dochody głównie za pośrednictwem internetu, muszę być na bieżąco z wszelkimi e-nowinkami oraz muszę doskonalić swoje umiejętności biznesowe (wszak wiedza merytoryczna to jedno, a umiejętność jej sprzedania to drugie – oba elementy wymagają doskonalenia). Stąd korzystam z wielu płatnych szkoleń i na wielu płatnych portalach jestem zarejestrowany.

Jednym z nich jest CNEB.pl – cały system wielu szkoleń i narzędzi niezbędnych do prowadzenia e-biznesu, stworzony przez jednego z najbardziej wpływowych ludzi polskiego internetu – Piotra Majewskiego. Ten młody – w stosunku do mnie – chłopak zarabia grube miliony na tym, że pomaga takim jak ja robić pieniądze. Ale do rzeczy…

W systemie CNEB.pl znajduje się forum dla przedsiębiorców. Dziś przeczytałem taką oto dyskusję, która … A zresztą zobaczcie sami (to tylko fragment, pomijam autorów treści):

1. Masz Mateuszu rację z tym ryzykowaniem. Znam niezliczoną liczbę osób (czytelników, Klientów, rodzinę), którzy mają pomysł, ale codziennie znajdą jakieś „ale”. Dam im rozwiązanie, to znowu jest jakieś „ale”. A jak już nie ma żadnych ale, to pojawia się: „sam nie wiem”. Wtedy mówię – ale ja wiem… to jednak nie wystarczy.

Zbyszek Rek w swoim fenomenalnym wystąpieniu w katowickim spodku podzielił ludzi na 3 grupy.

80% do niczego nie dąży w życiu. Robią to, co robią, pracują gdzie pracują i jest OK.

15% dąży do czegoś warunkowo. „Zrobię to, jeśli…”. Takie osoby zwykle niczego nie robią, albo próbują, napotykają na przeszkodę pierwszego dnia, miesiąca i rezygnują.

5% dąży do czegoś bezwarunkowo. Te osoby mają pomysł i go realizuję pomimo przeszkód, jakie sami widzą i jakie widzą wszyscy na około. Te osoby popełniają najwięcej błędów z wszystkich pozostałych, ale na 10 razy, 2 razy trafiają w samą 10 i dlatego są na czubku społeczeństwa.

Te 5% raz ma dużo pieniędzy, raz ma ogromne długi, ale zawsze idą przed siebie i realizują plan. Przypomina mi się Donald Trump, który w swojej książce napisał tak (skrót z pamięci):

„W 89 roku szedłem sobie przez park i zobaczyłem bezdomnego. Pomyślałem wtedy: „On ma 9 miliardów dolarów więcej niż ja”, ponieważ taki dług wisiał nade mną. Wkrótce potem poszedłem do banków i wynegocjowałem kolejne pożyczki, które pomogły mi wyjść z długu”.

Osobiście zaliczam się do tych 5% i często krew mi się gotuję, gdy widzę marzące pozostałe 95%, które nawet pod uwagę nie bierze próby realizacji tych marzeń.

Nie ma biznesu bez ryzyka. Nie ma dużego biznesu bez dużego ryzyka. Nie zawsze są to pieniądze, czasami jest to ryzyko porażki, ryzyko ośmieszenia się (fikcyjne), ryzyko robienia tego, czego się boimy.

2. Ja zapamiętałem inne zdanie też oddające z książki Trumpa.

Był to czas kiedy Donald tylko chodził i gadał, i gadał, i chodził, i spotykał się z ludźmi. Któregoś dnia doszła do niego plotka na jego temat, która brzmiała tak (także z pamięci) „widzę chodzenie i ględzenie, ale nie widzę cegieł”.

Donald opowiadał jak go zdenerwowało to co usłyszał, ale z perspektywy czasu uważa, że facet miał racje. Dużo gadania, mało robienia – a tylko z robienia są efekty.

3. Co do tych 80%, które do niczego nie dąży w życiu, to nie uważam, że jest to coś złego. Po prostu tak Ci ludzie funkcjonują. Sam taki byłem przez większość swojego życia. Większość moich znajomych taka jest, a pomimo tego dalej się ze sobą spotykamy.

Część z nich chce czegoś więcej od życia, ale gdy mają już coś zrobić, wtedy najczęściej pojawia się to, o czym napisałeś na samym końcu swojej wypowiedzi, a uważam za bardzo istotne, czyli strach.

Przyznam, że sam się zastanawiałem, jak to będzie, gdy będę już miał listę adresową. Nie nazwałbym tego strachem, raczej ekscytacją, ale pamiętam, że brak wiedzy (jak to będzie?) mocno mi zawracał głowę.

Nie miałem bowiem kogo zapytać, jak to jest, jak to wygląda i czy w ogóle jest to możliwe (zbudowanie dużej listy adresowej). Po przekroczeniu 5tys. stało się to dla mnie naturalnie i już się nad tym nie zastanawiałem, tylko budowałem dalej.

Myślę, że to jest powód, dlaczego wielu ludzi rezygnuje: Bo nie wie, jak to będzie, gdy już się uda. Przyzwyczaili się do porażki. Boją się sukcesu.

4. Dodam jeszcze, że tą konsekwencją trzeba się wykazać też, gdy biznes już ruszy. Nie zatrzymywać się, by odpocząć, nie startować od razu z kolejnym biznesem, tylko doprowadzić przynajmniej do momentu, gdy codzienna obecność naszej osoby nie będzie już potrzebna. Wtedy warto zrobić miesiąc wakacji, przemyśleć sobie parę rzeczy i można zaczynać z nowym biznesem

To tyle… Nic ująć, nic dodać…

Znany polski żeglarz, podróżnik i pisarz, Andrzej Urbańczyk, napisał w którejś ze swoich książek:

CZYŃ, ALBO GIŃ!

Rafał

Grudzień 2, 2009 at 9:59 am 1 komentarz

Święto Dziękczynienia

W USA obchodzą właśnie Święto Dziękczynienia… Czy my mamy za co dziękować?

Moje 3 grosze ….

Kiedyś zetknąłem się przez przypadek z mądrym powiedzeniem jakiegoś zakonnika, że wiara w Boga polega głównie na tym, aby być Mu wdzięcznym za wszelkie dobro i (pozorne) klęski. Jeżeli będziemy wdzięczni, to i Bóg obdarzy nas większą ilością tego dobra, za które dziękujemy i przez to będziemy jeszcze bardziej szczęśliwsi. Jako że wówczas poszukiwałem czegoś, co by mnie podniosło na duchu postanowiłem, że idąc na uczelnię będę dziękował za wszystko, co mnie w życiu spotkało. W swoim postanowieniu wytrwałem może z 500 metrów, jednak efekt był zdumiewający! Po pierwsze zdałem sobie sprawę z tego, jak wiele mam w życiu rzeczy, za które mogę być wdzięczny (Bogu, losowi.. obojętnie). Po drugie moja dusza uległa natychmiastowej zmianie! I to było właśnie najpiękniejsze! Od tego momentu bardzo często dziękuję za wszystko, co mnie w życiu spotyka. Każdego dnia, kładąc się spać dziękuję za ten dzień i za wszystko, czego w nim doświadczyłem… Wierzę w to, że każdy ma swojego opiekuna, któremu powinien podziękować (nie każdy jednak go „widzi”).

Podobnie Jack Canfield w swojej książce The Success Principles pisze, że dziękowanie jest jednym ze składników sukcesu. Każdy powinien to robić przynajmniej 10 razy dziennie – podziękować dziecku, małżonkowi, sąsiadowi, partnerowi w biznesie, pracownikowi, pracodawcy, i każdemu, kto na to zasługuje albo i nie, gdyż każdy człowiek ma dla nas jakąś naukę. Jak mówi Jack, jeżeli za coś dziękujesz, to dajesz światu sygnał, że to coś masz, i w związku z tym otrzymujesz tego jeszcze więcej!

W Polsce też kilka miesięcy temu obchodziliśmy dzień dziękczynienia… Korzystając z okazji, napisałem do moich subskrybentów maila z podziękowaniem za to, że oddają mi swój wolny czas, i że gdyby nie oni, ja nie czerpałbym takiej radości, którą mam z tego, że mogę im służyć swoją pomocą za pomocą mojego bloga. Odpowiedzi, które otrzymałem, były naprawdę przejmujące i pełne ciepła! To było fantastyczne!

Ja dziękuję za to, że Ty teraz czytasz ten mój wpis!

Dziękuję!

Rafał

Listopad 28, 2009 at 12:14 pm Dodaj komentarz

Peace Pilgrim

If you realized how powerful your thoughts are, you
would never think a negative thought

Peace Pilgrim

Tak się złożyło, że ostatnio podaję linki do stron, które mają dla mnie DUŻE znaczenie. Są to miejsca, które przede wszystkim oddziałują pozytywną energią i – jak dobry ojciec – pomagają pokonywać kolejne stopnie w rozwoju mojego, i nie tylko, człowieczeństwa. Chcę się dzielić takimi miejscami, gdyż czuję wewnętrznie, że powinienem to robić.

Jedną ze stron, która znajduje się być może nawet na szczycie mojego katalogu, jest strona założona przez przyjaciół Pielgrzyma Pokoju – Peace Pilgrim – kobiety, która opuściła swój dom dla pokoju na świecie. Pielgrzymowała – jak sama o tym mówiła – przez 28 lat (1953 – 1981) pokonując w tym czasie przeszło 25 000 mil. Przyrzekła sobie, że „pozostanie pielgrzymem dopóki rodzaj ludzki się nie nauczy drogi pokoju, idąc dopóki nie dostanie schronienia i poszcząc dopóki nie dostanie jedzenia”.

Wyruszyła z drogę w wieku 45 lat. Mając już nieco posiwiałe włosy. Szła piechotą aż do swojej śmierci w 1981 roku. Nigdy nie była głodna, gdyż zawsze dostawała jedzenie i zawsze miała gdzie spać. W czasie swojej wędrówki była gościem na wielu amerykańskich uniwersytetach.

Peace Pilgrim

peace3

Dlaczego zawsze miała wszystkiego pod dostatkiem? Ponieważ Ona podążyła za swoim powołaniem. Odkryła je i nie zawahała się pójść swoją ścieżką. Dlatego wszystko jej sprzyjało i dlatego była szczęśliwa i wolna… nie mając nic, oprócz swojego ubrania. Tak bardzo się od niej różnimy…

Tutaj znajdziecie film dokumentalny o jej pielgrzymowaniu. Niestety tylko wersja angielska, jednak warto i tak ją obejrzeć, gdyż można łatwo zauważyć, ile ta kobieta miała w sobie wigoru i energii mimo niemal podeszłego wieku! Wystarczy kliknąć w obrazek poniżej:


Peace_Pilgrim_video

Napiszcie swoje przemyślenia 🙂

Rafał

Listopad 4, 2009 at 10:23 pm Dodaj komentarz

Gary Vaynerchuk – Wine Library Tv

On zmienia świat: jest pasjonatem win, pasjonatem nowoczesnego e-marketingu, daje z siebie wszystko, kocha to co robi, daje przykład, inspiruje, jest nauczycielem milionów, jest szczęśliwy, wrażliwy, zwraca uwagę na fundamentalne rzeczy, tworzy nową jakość w sieci, kocha i jest kochany, jest biznesmenem i zarabia miliony.

Gary Vaynerchuk

Chłopak, którego rodzice w wieku 5 lat przywieźli do USA z Białorusi, i który w ciągu roku rozwinął rodzinny interes do takich rozmiarów, że wina z ich sklepu sprzedawane są na całym świecie za kwotę kilkudziesięciu milionów dolarów rocznie. Zrobił to tworząc (tylko i aż) video bloga WineLibrary.tv Jego książka, Crush It, sprzedała się za ponad milion dolarów, zanim ją jeszcze napisał!

Gary jest młodszy ode mnie o 1 dzień. Jest moim drogowskazem i nauczycielem.

Gary_Vaynerchuk_WineLibraryTv

Listopad 1, 2009 at 9:33 pm Dodaj komentarz

Starsze wpisy Nowsze wpisy


Bądź moim gościem na PodwójneOpodatkowanie.pl

PodwójneOpodatkowanie.pl

Ostatnie Video